Przeskocz nawigację

Category Archives: po-lityka

foto

SONY DSC

ALE JAJA… (pomarańczowe?) jakiś nonstop z 1989

rozmowa z BIG CYCEM

A. K. — Wasz pierwszy koncert w Łodzi to już nie-
malże legenda…

B. C. — Grupa Big Cyc powstała na skutek elek-
trowstrząsów masowo zaaplikowanych młodemu
pokoleniu. Właśnie pierwszy koncert o którym mó-
wimy miał miejsce w marcu ’88 w studenckim klu-
bie Balbina i był skandalem polityczno-obyczajo-
wym. Na skutek szeroko prowadzonej „akcji dezin-
lormacyjnej” na pierwszym koncercie nowej, niko-
mu nie znanej grupy zjawiło się ok. 40-tu dzienni-
karzy zwabionych hasłem „turniej biustów”, który
miał się odbywać podczas koncertu grupy.

Oczywiście był to dowcip, a raczej coś w rodzaju
happeningu — testu na poziom polskich mass-me-
diów. Większość dziennikarzy była zbulwersowana i
obrażona na zbiorowe nabicie w butelkę bossów i
rekinów polskiego dziennikarstwa.

A.K. — O drugim skandalu związanym z Big Cy-
cem mogliśmy przeczytać w ITD.

B. C. — Do drugiego skandalu doszło w czerwcu 88
podczas występów na wolnym powietrzu w ramach
bloku rockowego w trakcie trwania hucznej mie-
szczańsko-pyknickiej imprezy Dni Ulicy Piotrkow-
skiej, tydzień wcześniej jeden z członków grupy
brał udział w happeningu Pomarańczowej Alterna-
tywy i wraz 7 dwiema innymi osobami był ściągany
z dachu kiosku Ruchu przy Domu Handlowym
„Magda” przez dwie kompanie ZOMO.

Pech chciał, iż ta sama ekipa ZOMO tydzień
później „zabezpieczała” teren koncertu (duży plac
na ok. 2 tyś. ludzi). Koncert trwał 40 minut przy
bardzo dużym aplauzie zgromadzonej młodzieży, po
czterdziestu minutach wyłączono nam prąd, a znany
milicji frontman — Skiba — porwany został przez
tajne służby i uwięziony w komisariacie Łódź-Śród-
mieście, gdzie oddał się z zapałem rozmowom na
tematy artystyczne.

A.K. — Widziałem wasz ostatni koncert w Stodo-
le i raczej nazwałabym go akcją artystyczną, zresz-
tą sami przyznaliście, że jeden z was jest leaderem
Łódzkiej Pomarańczowej Alternatywy.
B.C. — Rzeczywiście Big Cyc to transformacja po-
mysłów Pomarańczowej Alternatywy na scenie. Ca-
ła nasza twórczość to pastisze, ironiczne grymasy,
collages muzyczne pełne zamierzonego słoniego
wdzięku. Olewamy wszelkie autorytety, śmiejemy
się ze wszystkiego i ze wszystkich. Z zamiłowaniem
oddajemy się fali sztuki ataku jąceJ. stąd w utworach
pewna przewrotność o chęć ugryzienia rzeczywi-
stości w nietypowy sposób.
A.K. — Waszą mocną stroną są teksty.
B. C. — Uderzają w nasze sflaczałe, skonformizo-
wane drobnomieszczaństwo w sposób bezpardono-
wy. Pewnie dlatego na wniosek posłów z bydgoskie-
go i olsztyńskiego usunięto z anteny pr. IV PR i
„trójki” nasz song pt- ..Wielka miłość do babci klo-
zetowej” — nadepnęliśmy komuś na odcisk.
A.K. — Jak określilibyście muzykę wykonywaną
przez siebie?

B. C. — My nienawidzimy rock’n’roiła, to, że ktoś
wytyka nam podobieństwo do Rolling Stones, to
wielka pomyłka. Chcemy zamordować muzykę roc-
kową w Polsce i dlatego ją gramy. Nigdy nie słysze-
liśmy Rolling Sionesów, Beatlesów, ani Elvisa Pres-
leya. Naszą mspiraqą jest kicz! Muzyka Big Cyca
to kontaminacia twórczości Jiri Korna, Karela Got-
ta i Franka Schobla. Kicz jest wieczny, dlatego od-
dajemy mu cześć!

A.K. — A co słychać w Berlinie? -^
B.C. — Byliśmy zaskoczeni miłym przyjęciem, któ-
re zgotowali nam zgnili kapitaliści. Mimo iż śpiewa-

liśmy po polsku, publiczność świetnie się bawiła.

Np w klubie Drugstore bisowaliśmy siedem ra-
zy.

A.K. — Nie wierzę!

B.C. — Masz prawo. Przecież nie będziemy zmyś-
lać, że czeka nas wielka kariera na Zachodzie. Tam
jeśli kapela się podoba, ludzie potrafią to docenić.
To wszystko.

A.K. — No i pytanie stereotypowe, jakie plany?
B. C. — Chcemy przyłączyć Rumunię do Alaski.
Cokolwiek by się stało jesteśmy zdolni pofrunąć.
Naszymi pomysłami można by opakować Niagarę.
Okopy surrealizmu czekają! A tak naprawdę mamy
nadzieję, że niedługo ukaże się kaseta z muzyką Cy-
ca i dźwiękami happeningów łódzkiej Pomarańczo-
wej.

A.K. — Na zakończenie przedstawcie się.
B.C. — Członkowie Big Cyca to ludzie produkują-
cy się w rozmaitych galeriach plastycznych, tłukący
się po korytarzach uniwersytetu i szkoły filmowej.
Big Cyca tworzą:

Ciacio — gitara basowa, skrzynia biegów, vocal

Romaniuk vel „Luftwaffe” — gitara, lakier do

włosów

Jerry — perkusja, puzon

Trzaskał — efekty specjalne, czołg T-34

Skiba — teksty, ideolo, odkurzacz, vocal.

A.K. — Dziękuję za rozmowę.

Wynurzenia Big Cyca spisała

ANKA KOBIERSKA (Amatorka)

(tytuł pochod/i od redakcji)

SONY DSC

Reklamy

SONY DSCSONY DSC

p>POnARAŃCZOLJA AlTERMATYlilA (nonstop’89)

(sorry słaby skaner niedomagał)

Karol Marya Fydrych – niegdyś /nany i ceniony
historyk sztuki, mający na koncie wiele prac na tym
polu, objawił się w ciągu ostatnich kilku lat jako
postać znacząca w całkiem innej dziedzinie. Bar-
dziej znany jako Major – przywódca ruchu Poma-
rańczowej Alternatywy – sprawił, że animowane
przezeń przedsięwzięcia i happeningi stały się znane
nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami.
Dotarcie do Majora i przeprowadzenie z nim
wywiadu najeżone jest przeszkodami trudnymi do
pokonania. Głównie z racji rzeszy „Podporucz-
ników” i „Adiutantów”, tworzących wokół niego
szczelny mur. Prośba o adres, możliwość spotkania
grzęźnie w morzu ogólników, niemożności i komu-
nałów w rodzaju: Majorowi nic zależy na rozgłosie
za pośrednictwem środków masowego przekazu.
Pozostaje w tej sytuacji próba opisania zjawiska
tylko na podstawie autopsji i zasłyszanych opowie-
ści.

Faktem jest jednak, że ruch Pomarańczowej
Alternatywy potrafił zaproponować młodzieży for-
mułę wychodzącą poza dominujący w naszym
życiu społeczno-politycznym dualizm i wskazująca
kierunek trzeciej drogi. Najmłodsza generacja Po-
laków straciła ochotę do wychodzenia na ulicę
z zamiarem czynienia destrukcji. Najzwyczajniej
w świecie woli powygłupiać się, słusznie uważająca
że śmiech to zdrowie.

Początkiem ruchu stał się rok 80., który środowi-
ska młodzieżowe, a studenckie w szczególności,
doprowadził do stanu wrzenia. Gmachy wroctews-
kich wyższych uczelni stały się terenem ożywionych
dyskusji i powstawania różnorakich koncepcji.
Wprowadzenie stanu wojennego nieco przystopo-
wało, ale nie zahamowało całkowicie rozbudzonej
aktywności młodzieży, która postanowiła, siłą rze-
czy, zmienić metody działania.

Pierwszym zauważalnym przejawem zaistnienia
Pomarańczowej Alternatywy było rysowanie śmie-
sznych ludzików – ni to skrzatów, ni domowych
duszków na świeżo zamalowanych hasłach solidar-
nościowych. Ludzików owych nikt już nie unicest-
wiał – wydawały się nazbyt infantylne, aby mogły
czemuś zagrozić, l tak oto Major wygrał w tej
„wojnie” pierwszą bitwę. Bitwę o wrocławskie
mury. Kolejny etapem było dążenie do zdobycia
ulicy Świdnickiej. Ulicy jak żadna inna spełniającej
rolę wrocławskiego deptaku. Początkowo zaczął się
aa niej pojawiać sam, a następnie wraz z gęst-
mefącym z dnia na dzień tłumem sympatyków.
Dziwacznie przebrany, z nieprzystającymi do sytu-
acp rekwizytami, atakował wyobraźnię przechod-
»o» gestem i słowami. Zrozumiałe jest więc, że
z czasem wszystko to zaczęło wzbudzać zaintereso-
——K odpowiednich służb. Tam, gdzie gromadzi
f bez stosownego zezwolenia tłum, nie może
zabraiJuc funkcjonariuszy. Wyposażeni w silne
foaBE:> _ reguły nawoływali do natychmias-
WMfo rc.ayscia się ^dź rozpędzali nielegalne

zgromadzenie. Przy okaj^sdochodziło również do
zatrzymań co bardziej aftywnych jego uczestni-
ków. Wynikały z tego happeningi komisariatowe.
Przesłuchiwani tłumaczyli, że powodem ich wejścia
na ulicę była chęć zamanifestowania swego przy-
wiązania do obowiązującego porządku politycz-
no-prawnego, miłości do sojusznika oraz innych
uczuć państwowotwórczych. Dowodem tych uczuć
stało się zorganizowanie przez Majora kolejnego
widowiska z okazji „Dnia Milicjanta”. Pracownicy
Urzędu Spraw Wewnętrznych, pełniący tego dnia
służbę na ulicy Świdnickiej, powitani zostali chóral-
nym odśpiewaniem „Sio lat”. Dziewczęta wręczyły
im kwiatki i częstowały cukierkami. Nic więc
dziwnego, że milicjantom pałki powoli zaczęły
wypadać z rąk. Oczywiście nie dokonało się to
z dnia na dzień, Zanim w Komandzie Głównej
ustalono reguły gry, polegające na bezsiłowyta
traktowaniu „rewolucji krasnali” upłynęło w Od-
rze trochę wody. W międzyczasie miały miejsce
prowokacje, drobne szykany i deprecjacja działań
„pomarańczowych” w miejscowej prasie. Lokalni
dziennikarze zdecydowanie przestrzegali przed to-
lerowaniem na wrocławskich ulicach wygłupów
krasnali jako zagrożenia dla porządku i spokoju,
I, W maju ub. roku Majora i kilku jego towarzyszy
;aEatrzyrtiano w trakcie wędrówki ulicą Rzeźniezą
^ttStKisparentem, na którym widniało hasło: Per.i-
lllfigwn – nie! Podpaskom – tak! Przywódca po-
^sNiNony w stan oskarżenia przed Kolegium ds.
I^ykroczeń został skazany na miesiąc aresztu / ty-
tułu zakłócenia porządku publicznego. Odwołał siv
rzecz jasna do sądu. Rozprawa przerodziła MI;

w kolejny happpening. Któr\s ze świadków, ubra-
ny na tę okoliczność w pomarańczowe kalesony,
takiż podkoszulek i jeszcze Jeden w kolorze pur-
pury, z usztywnionymi włosami sterczącymi na
wysokość 20 cm, zapytany przez sąd, jak był
krytycznego dnia ubrany, z rozbrajającą szczeroś-
cią wyznał: Normalnie. Inny z kolei, na pytanie, czy
jest kimś bliskim dla podsądnego odparł: Oc -zywis-
cie! Jestem jeffo osobistym narzeczonym. Przy okazji
sąd pouczył funkcjonariuszy. Jaka jest formalna
różnica pomiędzy środkiem Jezdni, a brzegiei®
chodnika. W czasie rozpraw, przed kolegium r@||:

różnienie to dla milicjantów obwiniających Majora
nie stanowiło żadnego problemu. Oczywiście sąd
uchylił wyrok poprzedniej instancji i oczyścił oskar-
żonego z zarzutów.

Kiedyś Major, zwoławszy w jakimś określonym
punkcie miasta zebranie aktywistów ruchu, równo-
cześnie ogłosił anons w gazecie informujący, że pod
tym właśnie adresem jest do sprzedania pralka.
Waliły więc tłumy. Obserwujący lokal funkcjona-
riusz miał nie lada problem z notowaniem ciągle
zwiększającej się liczby zwolenników ruchu.

Metody działania, polegające głównie na kpinie,
zmusiły służby porządkowe do zmiany taktyki.
Teraz, gdy Major organizuje swoje „akcje” na

terenie miasta, służby porządkowe znikają z jego
ulic. Tym samym Pomarańczowa Alternatywa roz-
poczęła nowy etap swojej historii i taktyki zarazem.

Pojawiają się na ulicach miasta nagle i przemie-
rzają je w szalonym tempie. Przemarszowi towarzy-
szy niesamowity hałas i przeraźliwy dźwięk gwizd-
ków, w jakie uczestnicy są wyposażeni. Błyskają
flesze i filmowe reflektory. Skandowane są hasła,
których słowa zlewają się w nic nie mówiący
wrzask. Tak właśnie działo się w czasie jednego
z ostatnich happeningów Majora, zainicjowanego
z racji rocznicy Rewolucji Październikowej. Kul-
minacja nastąpiła jak zwykle na ul. Świdnickiej
i jak zwykle jej dźwięk był wieloznaczny. Kołowały
bowiem hasła wzajem się wykluczające w rodzaju:

Niech żyje rewolucja i Precz z rewolucja.

Przygodny obserwator (rocznik 1962) skomen-
tował to wydarzenie w sposób dający do myślenia:

Tak chyba musialy wyglądać masówki i pochody lal
50. Nie – uzupełnił drugi – lamie byly hardziej
masowe.

^ Jakby na powyższe stwierdzenia nie patrzeć,
jakaś konkluzja z tego wynika. Czasy inne, pro-
blemy odległe, a owczy pęd prawie ten sam. Dobrze
to, czy źle?

Niezaprzeczalnym w każdym razie pozytywem
działalności Pomarańczowej Alternatywy stało się
wyzwolenie młodzieży z lęku przed milicyjnym
mundurem. A to chyba dobrze. Wiele społeczeństw
dawno już pozbyło się tej stresującej uciążliwości.

SONY DSCSONY DSC

Chodziło o art gdzie napisali że firma HP przyznaje sie do korupcji, a raczej w jej polskim oddziale, zamówienia rządowe.
spamerska tresc